Nie bądź frajerem – nie zadłużaj się!

Współczesny tryb życia hołdujący hasłom „należy mi się” i „muszę to mieć”, agresywna reklama wyzierająca na co dzień z telewizji, prasy, Internetu, sklepowych ulotek i banerów, a także wyścig szczurów dotykający wszystkie możliwe sfery, w tym zwłaszcza tę finansowo-majątkowo-reprezentacyjną (sąsiad/kolega/szwagier to ma, więc i ja muszę mieć), prowadzą wielu z nas coraz częściej do finansowej katastrofy.

Nie stać mnie? Jak to – przecież mogę wziąć kredyt! Chcę mieć to już, natychmiast, nie czekać, nie mogę czekać, moja potrzeba (potrzeba? a może tylko zachcianka?) jest absolutnie najważniejsza i niecierpiąca zwłoki! Nowy smartfon, konsola, samochód… Byle już, zaraz, natychmiast, dziś, bo jutro będzie za późno. Nie chcemy czekać, nie chcemy oszczędzać na większy zakup, wolimy go mieć od razu, choćby kosztem płaconych bankom odsetek, czyli de facto kupując znacznie, znacznie drożej. Działamy na zasadzie „jakoś to będzie”, „spłaci się”, „damy radę” – byle nie musieć sobie odmówić kolejnego gadżetu, na który akurat mamy ochotę.

Czym to skutkuje? W wielu gospodarstwach domowych (tych jednoosobowych i tych rodzinnych) efekty są katastrofalne. Nadmierne wydatki to coraz bardziej zaciskająca się na szyi pętla zadłużenia, a długi to niewolnicza praca, przeogromny stres i straty na zdrowiu – tylko czy o to nam chodzi? Czasami wystarczy… obudzić się, jak ze złego snu. Osoby, które wpadły w ową słynną pętlę zadłużenia, a później postanowiły się wreszcie ogarnąć i uporządkować swoje finanse, często przecierają oczy ze zdumienia, nie mogą uwierzyć, jak mogły być takie głupie, jak mogły tak beztrosko i niepostrzeżenie wydawać więcej, niż zarabiały, i to często na byle co, na zakupy zupełnie niepotrzebne, dokonywane pod wpływem impulsu.

Co innego kredyt hipoteczny na własny kąt (to jest zadłużenie z gatunku rozsądnych, jeśli zapewnia realizację prawdziwej potrzeby rodziny), co innego kredyt na najnowszy model smartfona, gdy stary działa jeszcze znakomicie, czy na nowe auto z salonu, gdy zarabiamy ledwie średnią krajową. Tego typu „potrzeby” nie są potrzebami, a zachciankami i chęcią życia na pokaz, zaś zadłużanie się w celu ich realizacji – nie oszukujmy się – najzwyklejszym frajerstwem. Zastanów się, czy żyjesz dla sąsiadów, kolegów z pracy, pani z warzywniaka naprzeciwko czy dla siebie? Jeśli dla siebie, to oceń realnie swoje potrzeby i możliwości finansowe i zastanów się, czy na pewno musisz się zadłużać, oddając komuś w odsetkach cenne godziny swojej pracy, ciężko zarobione pieniądze i mnóstwo bezcennego przecież zdrowia. Czy naprawdę na własne życzenie musisz być frajerem?

W takim razie zadłużać się czy oszczędzać? Odpowiedź w poniższym materiale: